Ptak odleciał...
Dodane przez witek dnia 13 listopad 2018 15:46
W jednym z tegorocznych wydań „Sztuki Łowienia-na muchę” opublikowano mój tekst o Dariuszu Ptaku, o jego flyterskiej pasji, i o dekoracyjnych, przestrzennych muchach, które ostatnio tworzył z piór, bursztynu, srebra i kamieni szlachetnych. Tekst zatytułowałem „Ptak odleciał”. Dwa dni temu dotarła do mnie smutna wiadomość, że Darek Ptak rzeczywiście „odleciał”… na zawsze. Już nie ma go wśród nas – zmarł w gdyńskim szpitalu po przebytej operacji.


Rozszerzona zawartość newsa
W jednym z tegorocznych wydań „Sztuki Łowienia-na muchę” opublikowano mój tekst o Dariuszu Ptaku, o jego flyterskiej pasji, i o dekoracyjnych, przestrzennych muchach, które ostatnio tworzył z piór, bursztynu, srebra i kamieni szlachetnych. Tekst zatytułowałem „Ptak odleciał”. Dwa dni temu dotarła do mnie smutna wiadomość, że Darek Ptak rzeczywiście „odleciał”… na zawsze. Już nie ma go wśród nas – zmarł w gdyńskim szpitalu po przebytej operacji.



Był członkiem założonego w 1968 roku Koła Wędkarskiego „Politechnika Gdańska”, skupiającego spinningistów i muszkarzy, głównie wykładowców oraz pracowników naukowych tej uczelni. Łowienia na muchę uczył się od znakomitych kolegów m.in. Janusza Hołowacza, Ryszarda Krzemińskiego i Edmunda Antropika, w owym okresie czołowych polskich muszkarzy. Darka poznałem w połowie lat osiemdziesiątych na giełdzie wędkarskiej zorganizowanej przez Koło PG. Na zaimprowizowanym stanowisku zadziwiał wszystkich biegłością w wiązaniu streamerów i much trociowych. Doskonalił swoje umiejętności, skupił się na wykonywaniu łososiowych „full dresów”, co po jakimś czasie zaowocowało zdobyciem nagrody w konkursie flyterskim w Kanadzie. Był skromnym, wyciszonym człowiekiem i fajnym kumplem, z którym można było ciekawie porozmawiać nie tylko o wędkarstwie.
Po przemianach ustrojowych w Polsce, zaciągnął się jako marynarz i cook na holowniki angielskie obsługujące platformy wiertnicze na Morzu Irlandzkim. Twierdził, że była to harówka, nierzadko w sztormowych warunkach, która miała jeden duży plus (oprócz niezłych zarobków); w angielskich miastach portowych mógł w sklepach wędkarskich zaopatrywać się w haki i materiały potrzebne do wykonywania sztucznych much oraz kupować wydawnictwa anglosaskie o tematyce muszkarskiej. To w jego domu po raz pierwszy zetknąłem się z miesięcznikiem „Trout&Salmon”, który wertowałem niemal z wypiekami na twarzy.
Kilka lat temu Darek odtworzył z niezwykłym pietyzmem słynną kolekcję 20 much łososiowych majora Johna Popkina Traherne, z których 12 ozdobiło „Full dress calendar 2012”.



Na moją prośbę stworzył oryginalną muchę, upamiętniającą mojego zmarłego przyjaciela, mentora muszkarskiego i pisarza, Sławomira Brala. Muchę nazwałem Yackta Oya – to pseudonim literacki Sławka. Zdobi ścianę nad moim biurkiem, a teraz będzie mi przypominać Tego, na cześć którego została zamówiona, oraz Tego, który ją wykonał.

Robert Tracz