Nad Wdą po raz szósty
Dodane przez witek dnia 06 listopad 2015 17:49
W tym roku, po raz kolejny w połowie października, muszkarze zjechali nad Wdę, by uczcić pamięć o nieżyjącym Koledze Edmundzie Antropiku. Tak jak w poprzednich latach spotkaliśmy się rankiem przy jego grobie na cmentarzu w Łągu, gdzie zapaliliśmy świeczki i znicze. Potem rozjechaliśmy się na różne, wcześniej upatrzone odcinki Wdy


Rozszerzona zawartość newsa
Nad Wdą po raz szósty
W tym roku, po raz kolejny w połowie października, muszkarze zjechali nad Wdę, by uczcić pamięć o nieżyjącym Koledze Edmundzie Antropiku. Tak jak w poprzednich latach spotkaliśmy się rankiem przy jego grobie na cmentarzu w Łągu, gdzie zapaliliśmy świeczki i znicze. Potem rozjechaliśmy się na różne, wcześniej upatrzone odcinki Wdy
Ale zanim powiem o wędkarskich połowach, może przypomnę w kilku zdaniach kim był Edmund Antropik, bo nie wszyscy szczególnie młodsi wędkarze - mieli okazję go poznać.



Był świetnym wędkarzem, a przy tym skromnym, pogodnym i życzliwym człowiekiem, chętnie dzielącym się swoją wiedzą na temat ryb łososiowatych, skutecznych przynęt i atrakcyjnych łowisk - dla niejednego z nas był po prostu przyjacielem i wędkarskim nauczycielem. Był wieloletnim członkiem Koła Politechnika Gdańska, a w 1985 roku zdobył Muchowe Grand Prix. Rozpowszechnił łowienie na nimfy jego ciężkie, duże nimfy nazywaliśmy Mundkami, albo zwyczajnie klumpami.
Był również skutecznym łowcą troci w pomorskich rzekach, na wykonywane przez siebie muchy, dociążane cynowymi oczkami. Jak mało kto potrafił czytać wodę i łowić trocie tam, gdzie inni złowić nie mogli. Po powrocie w latach dziewięćdziesiątych z USA, gdzie przebywał kilka lat, zaczął propagować zasadę catch&release i stosowanie haków bezzadziorowych. To w dużej mierze dzięki niemu wszystkie zawody muchowe w kraju odbywają się obecnie na żywej rybie.
Po przejściu na emeryturę osiadł w Borach Tucholskich, w Zimnych Zdrojach nad rzeką Wdą, gdzie zajął się bez reszty, tym co najbardziej kochał; łowieniem pstrągów i lipieni, oraz ich hodowlą w niewielkich, przydomowych basenach, zasilając narybkiem z udanego sztucznego tarła płynącą w pobliżu rzekę. Ci, którzy znali go bliżej, twierdzili, że Mundzio potrafi porozumiewać się ze swoimi lipieniuszkami i pstrążkami, że rozumie je i gada do nich, a one jedzą mu z ręki, gdy dokarmia je owadami i kiełżami.



Przed południem aura nie była zbyt życzliwa; nadrzeczne łąki były ścięte przymrozkiem, lecz czym bliżej południa, tym robiło się cieplej i lipienie przebudziły się z mroźnego letargu tam gdzie słońce dogrzało wodę, zaczęła się roić drobna oliwka i pokazywać pojedyńcze chruściki. Około piętnastej uczestnicy towarzyskiej rywalizacji zjechali na łąkę przy domu w którym mieszkał Antropik. Czekał tu na nich dymiący grill, ognisko, ciepłe napoje i wspaniały jabłecznik upieczony przez żonę Bartosza Łunkiewicza, Iwonę. Podsumowaliśmy nasze zawody, w których każdy z uczestników był sam dla siebie sędzią nie muszę chyba dodawać, że wszystkie ryby nadal pływają w rzece.



Bezwzględnym zwycięzcą został Marek Maciński, który na suchą muchę złowił lipienie 45 i 42 cm, zgarniając główną nagrodę, książkę Wędkarz doskonały Izaaka Waltona, oraz okazjonalny kufel ceramiczny z nadrukowaną grafiką. Marek złowił także najwięcej ryb, bo w sumie 19 lipieni. Nagrody dostały się w godne ręce, bo podczas naszych poprzednich spotkań Marek także zaliczał czołowe miejsca, łowiąc m.in. lipienia 48 cm. Drugie miejsce przypadło Jarosławowi Koszarowskiemu, który złowił lipienia 41 cm, a trzecie Arturowi Bełczykowskiemu. Kołowrotek muchowy firmy EGO został rozlosowany wśród uczestników wylosował go Tomasz Kuczyński. Nie wszystkim udało się złowić ryby wymiarowe, bo nie na wszystkich odcinkach rzeki takie były, ale nie to było najważniejsze; istotne było, że grupa muszkarzy z Trójmiasta ponownie spotkała się nad Wdą, by w doskonałej atmosferze i przepięknej jesiennej scenerii Borów Tucholskich wspólnie powędkować i powspominać Mundzia. Do zobaczenia za rok.
Zwycięzcy otrzymali nagrody, których fundatorami byli: Centrum Wędkarstwa w Gdańsku, oraz osoby prywatne: Marek Maciński, Jerzy Chmielewski i Robert Tracz.

Robert Tracz
Zdjęcia: Jerzy Chmielewski